środa, 29 marca 2017

Rozdział XII

 Hej !!! Dziś jeszcze jedna część naszego opowiadania :) Mamy nadzieję , że się wam spodoba ! (Tak jak zawsze!) Jesli chcecie miec wlasna postac w naszej ksiazce to musicie podac:
‣imie i nazwisko
‣skad jestes
‣od ktorego boga jestes corka/synem
‣ile masz lat
‣jakiej broni uzywasz
‣czy jestes dobry czy zly
Jak to zrobisz to pojawisz sie w ksiazce (moze nie od razu ale napewno pozniej)!!!!



                                           *********************************

Gdzieś daleko w dolinach odbijały się echa gromów wiatr targał ciemną grzywę Monaxi poplątaną w maleńkie kołtuny. Klacz zarżała na widok pozostałych wspinających się na zielone wzgórze. Jasne doliny przesłaniały cienie stalowoszarych chmur po między, którymi ślizgały się energetyczne błyski. Uderzył grom zdecydowanie bliżej niż myślałam.  Odliczałam powoli 1...2...3... trzask przeszył cały las energia prześlizgiwała się przez każdego wymieniając ładunki. Klacz stanęła dęba wyrzucając w górę kopyta i rzeźbiąc nimi stężałe powietrze. Ledwo utrzymałam wodze żłobiące w moich dłoniach gorące odciski.
Jej brązowe tęczówki zniknęły w głębi czaszki a bielmo oczu odbijało nieziemsko błękitne błyski. Skulone uszy przylgnęły do tyłu łba, zarżała z kolejnym gromem upadając na przemokłą ziemie. Spojrzałam na Chejrona nie zamierzał odwoływać lekcji z powodu takiej błahostki jaką jest burza nieprawdaż ? Uginanie się przed kaprysami Zeusa nie należało do jego słabych stron. Machnął ręką, szukałam wzrokiem Anastazji w spięła się na siodło pięknego kremowego wałacha o białej grzywie. Posłałam jej ciepły uśmiech, uspokajając Monaxi. Odbiłam się od ziemi ledwo chwytając się łęku uderzyłam o strzemiona.
- River a może kucyka ?! - usłyszałam za sobą kpiący głos, nawet nie musiałam patrzeć, ktoś zachichotał.
- Dorian zamknij się ! - odwróciłam się ledwo powstrzymując westchnienie oczywiście pierwszoroczniacy nie jeżdżą na pegazach. Cudowny koń bogów smukła arabska szyja sierść utkana z płatków śniegu, silne orle skrzydła i błękitne pełne mądrości oczy niczym łzy Ateny. Ideał wszystkich wierzchowców twór nieziemski i nie do życia tutaj stworzony jego rany zasklepione złotym ichorem wydawały się lśnić pośród piorunów jego prawowitego władcy.
- No co River ? - mrugnął do mnie pokazując język, wyminął i pogalopował do reszty synów Aresa. Nie odpowiedziałam wpatrując się w nabrzmiałe chmury.
- Rozgrzejcie konie - krzyknął Chejron  ruszyłam kłusem słuchając szumu nadchodzącego deszczu gubiącego się pośród gałęzi spróchniałych sosen. Klacz słuchała jednak nie potrafiła się skupić musiałam ją dodatkowo naprowadzać, cały czas zdawała się czekać na odpowiedni moment spuszczenia się w panice galopem w dół polany po kolejnym błysku. Utrzymywałam ją w rytmie co chwila zmieniając strony i odbijając łuki od przeciwległych drzew. Zaczęłam Anglezować nie zwalniałam kręcąc volty, kopyta tańczące na wietrze rozpryskiwały dopiero co stworzone kałuże. Wiatr szumiał w uszach tworząc dodatkową motywacje do skupienia się na poleceniach. Każdy z nas po kolei tworzył przejścia zmieniając nogi.
- Rozgalopujcie konie chcę zobaczyć cwał ! - usłyszałam kolejne słowa przekrzykujące burzę.
- Wyobraźcie sobie podążającą armię wroga - zatrzymałam się na jednym słowie cwał. Poluzowałam wodzę pozwalając klaczy zniżyć na chwilę łeb. Anastazja pocwałowała jako jedna z pierwszych z gracją zmieniając nogi odbijała się od ściany drzew kiedy czując coraz szybsze przez koki tempa. Zebrała galop przechodząc do półsiadu ścisnęła boki kremowego wierzchowca kierując się na wschód w niższe partie lasu. Puściła się myśliwskim tempem przezkakując strumień. Tętent jej kopyt akomapniował dzikim powiewom wiatru wsytarczyło teraz jedno potknięcie a mogłaby stracić życie. To był  cwał. Pochyliłam się nad siodłem, zbierając wodzę ścisnęłam boki myszatej klaczy, ta stanęła dęba odbijając światło kolejnego gromu objełam jej szyje patrząc jak z dziką radością młuci powietrze ubłoconymi kopytami. Spadłyśmy na ziemie rzeźbiąc ślady w błotnistym gruncie. Zagalopowałam słysząc jeszcze ostatnie słowa -
- pięknie Anastazjo - resztę zagłuszył wiatr, korony drzew uginały się rzed nami w tańczącym korowodzie. Usiadłam głębiej w siodło czując niepohamowaną energię klacz zgięła szyję w księżycowym łuku chowając łeb między przednimi kopytami a tylnie wyrzucając z impetem w powietrze, wierzgnęła ślizgając się po miękkiej posadzce lasu. Przyśpieszyłyśmy wpadając na południową ścieżkę nadszedł ten moment mogłam jej zaufać odciążyłam grzbiet wstając do półsiadu i oddając wodzę schylając się nad karkiem dałam jej ostatni sygnał łydkami. Ruszyła podwijając ogon w dół doliny pęd był niesamowity, pochyliła głowę zwijając przednie kopyta. Nagle usłyszałam gwizd klacz spłoszyła się wybijając się z rytmu prawie staranowała kłodę w ostatnim momencie robiąc niezgrabny skok lądując na zatrzymaniu uchwyciłam się jej całym ciałem aby się nie zsunąć.
Usłyszałam krzyk, odwróciłam głowę widząc oblepionego błotem Rafiego i kilka szram na jego zaczerwienionych policzkach po sklejonych od potu kosmykach skapywały stróżki wody. Uśmiechnęłam się do niego odpowiedział tym samym wiedziałam, że nic mu nie jest delikatnie wspiął się na grzbiet Leffi niskiej srokatej klaczy. Ruszyłam dalej w dół doliny by dotrzeć do reszty. Zebrałam klacz a równy galop znowu zamienił się w pełen ekscytacji cwał jej kopyta ślizgały się po leśnych dróżkach wpadałyśmy w zakręty po każdym kolejnym klacz nabywała większej w prawy starając się zachować tempo. Świst nad moją głową, znieruchomiałam spoglądając w górę. Biały kształt mignął mi przed oczami zanurzając się w kłębicy burzowych chmur. Wyminęłam kolejne drzewo widząc zarysy innych koni, przyśpieszyłam przeskakując głębokie kałuże obrośnięte sitowiem.
- No to co ścigamy się dziewczynko ? - kpiący śmiech nie dał mi dużo czasu na odpowiedź.
- przyjmuję wyzwanie - krzyknęłam w obłoki.
- Dorian wyszczerzył zęby w uśmiechu - do reszty, ty na ziemi ja w chmurach, policzę do trzech - krzyknął tracąc oddech i znów zanurzył się w białej mgiełce.
Nasłuchiwałam wypatrując go pośród chmur, burza odchodziła.
- 1.... 2.....
- 3 ! dokończyłam rzucając się poprzez gęstwinę. Słyszałam głęboki oddech pegaza był tuż na de mną. Oparłam się o szyję Monaxi oddając wodzę. Ścisnęłam jej boki wystrzeliła do przodu gubiąc za sobą własny cień zbliżałam się do krawędzi lasu pokonałam ją skokiem usłyszałam śmiech był obok mnie cwałowaliśmy po dwóch poziomach w dwóch różnych skalach wiatr targał moje włosy patrzyłam na rozmazujący się cel. Kopyta klaczy miażdżyły powietrze z niebywałą siłą zaczepiając się o pochyły grunt. Czas jakby zwolnił ruchy zdawały się kleiste oblane syropem. Już było blisko zanurzyłam się w odmętach wichury ostatni raz patrząc na Doriana. Pegaz z gracją unosił kopyta ukazując paletę mięśni. Jego oczy przypominały teraz roziskrzone uderzenia błyskawic.
Linia naszej mety. Dorian obniżył lot. Opadłam w siodło równo z nim hamując pośród głębokiej trawy, chłopak zaczął kołować nad resztą jeźdźców.
- No nieźle River - spojrzał na mnie z góry lekko się uśmiechając.
- Ale to pierwszy i ostatni raz - zniżył głos - we wtorek rewanż, ty też na pegazie.
- Ma się rozumieć - uśmiechnęłam się przeczesując mokre od deszczu włosy, które oblepiły mi szyje.

                                                        ************************

środa, 22 marca 2017

Rozdział XI

 Hej !!! Dziś jeszcze jedna część naszego opowiadania :) Mamy nadzieję , że się wam spodoba ! (Tak jak zawsze!) Jesli chcecie miec wlasna postac w naszej ksiazce to musicie podac:
‣imie i nazwisko
‣skad jestes
‣od ktorego boga jestes corka/synem
‣ile masz lat
‣jakiej broni uzywasz
‣czy jestes dobry czy zly
Jak to zrobisz to pojawisz sie w ksiazce (moze nie od razu ale napewno pozniej)


                                       **************************************

Lekcja Greckiego była super.......nudna. Zazwyczaj nie jest okropna ale tym razem była okropna i długa! Pewnie to samo przeżywacie na matmie lub czymś ale to nic w porównaniu z tym! Po pierwszę mam dyselekcję i trudno mi się skupić. Po drugie dalej myślałam jaką pizzę zamówić. No bo czy tu są jacyś vegetarianie, lub miłośnicy mięsa? Lub czego innego? To naprawdę trudny wybór!
I jeszcze ile pizzy zmówić! Kolejny problem, chyba muszę z kimś o tym pogadać.
Nauczyciel właśnie tłumaczył że słowo "alfabet" pochodzi od greckich  liter alpha i beta.
Odwróciłam się do Charlie, która siedziała za mną. Była jeszcze mniej skupiona niż ja.
"Psst." szepnełam ale ona nie usłyszała.
"Pssssst." powiedziałam trochę głośniej.
"Co?" obudziła się z marzeń.
"Jaką pizzę powinnam zamówić na imprezę?" spytałam
"Impreza! Gdzie?" Krzykneła szeptem, rozglądając się po sali.
"Nigdzie!"
"To co mówisz o imprezie jak jejnie ma?" powiedziała  wyżutem.
"Pytam się jaką pizzę zamówić?"
"A skąd ja mam wiedzieć? Weź wszystkie!"
" Ale skąd? "
" Znam taką jedną pizzerię mogę pójść z tobą!"
"Oki po lekcjach spotkamy się przy moim domku." powiedziałam z satysfakcją i wróciłam do lekcji.

Po lekcji Greckiego miałam chwilę przerwy więc poszłam do Anastazji, powiedzieć jej o naszych planach. Znalazłam ją ukrytą za domkiem Posejdona i trochę się zdziwiła na mój widok.
" Hej! Co jest?" spytałam radośnie
"Nic. A jak z pizzą?"
" Dobrze. Po lekcjach z Charlie pójdziemy do jakieś pizzeri i zamówimy pizzę!"
" Z Charlie? Wiesz że ona nie umie się skupić?"
"No i co. To nie taki problem! Tylko idziemy do pizzeri i spowrotem" powiedziałam trochę z urazą.
" To co najmniej weźcie kogoś rozsądnego!" odwróciła się i akurat szedł Rafael.
"Hej RAFI!" krzykneła, odwrócił się i podszedł do nas."Mógł byś z Tamarą i Charlie iść po pizzę i dopilnować żeby się nie zgubiły?"
"Spoko." Odpowiedział i odszedł.
"No to do zobaczenia" powiedziałam i odeszłam na lekcję jazdy konnej.

                                       ************************************




sobota, 14 stycznia 2017

Rozdział X

Hej !!! Dziś jeszcze jedna część naszego opowiadania :) Mamy nadzieję , że się wam spodoba ! (Tak jak zawsze!) Jesli chcecie miec wlasna postac w naszej ksiazce to musicie podac:
‣imie i nazwisko
‣skad jestes
‣od ktorego boga jestes corka/synem
‣ile masz lat
‣jakiej broni uzywasz
‣czy jestes dobry czy zly
Jak to zrobisz to pojawisz sie w ksiazce (moze nie od razu ale napewno pozniej)

                                                      **************************
Byłam podekscytowana tak bardzo o tej misji że musiałam iść się trochę ochłodzić w zatoce. Więc pobiegłam na plaże i w ubraniach wskoczyłam do wody. Wiem może pomyślicie że dlaczego w ubraniach ale jako córka Posejdona mogłam się kąpać w wodzie i nie zostać mokra chyba żebym chciała. Zanurkowałam aż do rafy koralowej gdzie czekała na mnie Neraida, troche się zdziwiłam ale zanim się zdążyłam zapytać powiedziała.
"Nie patrz wstecz, bo to cię może zranić. Patrz na przyszłośc i na teraźniejszość."  A powiedziawszy odpłyneła i zostawiła mnie myśląc dlaczego? co?jak?gdzie?kiedy?
Zdziwiona wyszłam na ląd i położyłam się na plaży. Myślałam przez około pół godziny kiedy usłyszałam znajomy głos z oddali.
"Tutaj mamy zatoke i plaże. Jak mamy czas to możemy się pokąpać lub poleże..... hej Anastazja!"
Odwróciłam się i zobaczyłam dlaczego Neraida mnie ostrzegała. Koło Piper stała dosyć wysoka dziewczyna o prostych rudych włoszach szczupłej sylwetce i twarzą jaką nikt nie zapomni, to była moja dawna przyjaciółka a teraz wróg, nie zdziwiła bym się gdyby była szpiegiem, a jednym słowem Scharlotte.
Starałam się zrobić to co powiedziała mi Neraida więc powiedziałam.
"Hej Piper! Jak się masz? Co tam z Jasonem i Valdezem?" zaczęłam wstająć i otrzepując piasek.
"Wszystko dobrze! A co u ciebie i Chrisa?" Gadała dalej co pokazywało Scharlottce że dobrze się miewałam i miałam prawdziwych przyjaciół.
"Ostanio namówiłam go na pływanie na Atlancie! Ale był ubaw!" mogłabym tak gadać przez wieki, zapytałam" A to kto? Jakaś bliska rodzina?" i tak oto pokazałam że zapomniałam o przeszłości i teraz jestesm szczęśliwa.
"Aaaa... to jest Scharlotte. Nowa z domku Afrodyty." Odwróciła się do Scharlotte i powiedziała," A to jest Anastazja, z domku Posejdona."
"Ooo..cześć miło cię poznać,'' powiedziała w bardzo milutkim głosikiem, ale ja wiedziałam że udaje.
"Hej! Mam nadzieje że ci się spodoba w domku Afrodyty i w obozie!" powiedziałam z nadzieją że mnie nie pamięta i że nie zrujnuje mi znowu życia. "Sorry, ale musze iść na lekcje łucznictwa i nie chciałabym się spóźnić. Dozobaczenia!" Powiedziałam szybko odchodząc.
Na szczęście lekcja łucznictwa była moją ulubioną oprocz zajęć w wodzie, lecz też przysparzała mi wiele wspomnień.
Dzisiaj mieliśmy lekcje z domkiem Demeter, Hefajstosa i Apollina. Dzieci od Appolina świetnie sobie radziły ale nie mogę tego samego powiedzieć o dzieciach Hefajstosa, były one przyzwyczajone do robienia broni a nie używania jej A dzieci Demeter wogóle nie próbowały. Paulo (z domku Hefajstosa) omało sobie nie wybił oka. A Margarett omało nie zabiła Oliwiera któremu wypadły wszystkie strzały z kołczanu i je zbierał z podłogi. Tylko pare członków domky Hefajstosa udawało się trafić w cel, niektórym przez wypadek, a niektórym z dobrego strzału. Gdy sięgałam po strzałę zobaczyłam Scharlotte przy płocie, zdziwiłam się bo domek Afrodyty powinien być teraz na lekcji mitologi z domkiem Ateny i Hadesa. Odwróciłam się spowrotem do tarczy, napiełam łuk i puściłam strzałe......która trafiła w sam środek tarczy. Kilka strzał później Chejron i nauczyciel łucznictwa  pan Danielle Pervoir zawołali zbiórkę na podział grup.
Skoro byłam dosyć dobra w łucznictwie przydzielili mnie do grupy A z większością dzieci Apolla i paroma od Hefajstosa,  a do grupy B trafiła reszta ale potem okazało się że przez ostatnie pół godziny i przez resztę roku dołącza się jeszcze jeden domek.........DOMEK AFRODYTY!!!  Pan Danielle i Chejron dali im po łuku i trzech strzałach i pokolei mieli strzelać do tarczy żeby ocenić ich zdolności.
Piper jako grupowa domku stzelała pierwsza.
Pierwsza strzała trafiła w 5 koło od środka.
Druga strzała trafiła w 2 koło.
Trzecia i ostatnia strzała została. Było widać że Piper bardzo się starała, napieła łuk, wycelowała i puściła. Wydawało się jakby strzała leciała bardzo wolno jakby czas nagle spowolnił. Popatrzyliśmy się na cel. Piper trafiła w sam środek co odrazu dawało jej do grupy A.
Następna była Dalia.
Pierwsza strzała nie trafiła.
Druga strzała trafiła w 6 koło.
Trzecia strzała trafiła w 4 koło.
Dostała się do grupy B.
Następny był Arin.
Pierwsza strzała trafiła w 5 koło.
Druga trafiła w 2 koło.
A trzecia trafiła w drzewo które stało za celem.
Tak oto dostał się do grupy B.
Potem strzelali Beretoir, Arianna, Klara, Eustachy, Pier, Eliot i na końcu Scharlotte.
Pierwsza strzała trafiła w 5 koło.
Druga strzała w 3 koło.
Trzecia strzała znowu leciała i leciała bez końca i trafiła w kreske pomiędzy 1 a 2 kołem. Lecz i tak dostała się do grupy A.
Powiedziałam sama do siebie" nie martw się to tylko jeden przedmiot."
Ale jak tylko skończyłam te myśl podeszła do mnie Piper, Scharlotte i Eliot którzy się dostali do grupy A i zaczeli się cieszyć że będziemy razem i tak dalej. A ja się już zaczełam martwić.

                                               **********************************

środa, 16 listopada 2016

Rozdzial IX

 Hej !!! Dziś jeszcze jedna część naszego opowiadania :) Mamy nadzieję , że się wam spodoba ! (Tak jak zawsze!) Jesli chcecie miec wlasna postac w naszej ksiazce to musicie podac:
‣imie i nazwisko
‣skad jestes
‣od ktorego boga jestes corka/synem
‣ile masz lat
‣jakiej broni uzywasz
‣czy jestes dobry czy zly
Jak to zrobisz to pojawisz sie w ksiazce (moze nie od razu ale napewno pozniej)

                                                   ***************************
Obudzilam sie gwaltownie. I nie uwiezylam kto stal nademna.
"LILI?! CO TY ROBISZ W MOIM DOMKU O TEJ PORZE!" Wrzasnelam szeptem.
"Nie twoja sprawa. Gdzie jest naszyjnik? Wiem ze wiesz wiec mow!" powiedziala,  a ja sie zdziwilam.O jaki naszyjnik jej chodzilo?
"Jaki naszyjnik?" odpowiedzialam. Twarz Lili sie zmienila, teraz byla pelne zlosci.
"Jak to jaki naszyjnik? Nie udawaj glupiej." pochwili dodala, "ten od Tamary".
"Aaaaa.....ten naszyjnik," powiedzialam,"Czekaj po co ci on?"
"Nie twoja sprawa," powiedziala z coraz wieksza zloscia.
"Jak mi nie powiesz to ja ci nie powiem gdzie on jest." powiedzialam. Juz pare razy ktos wymagal ode mnie takich informacji wiec wiedzialam jak postapic.
"Naszyjnik prowadzi do kart," powiedziala powoli," teraz gdzie on jest?!"
Odwrocilam glowe i zauwazylam ze okno bylo otwarte, i juz wiedzialam co zrobic.
"Daj mi chwile musze pomyslec," powiedzialam, siadajac na lozku i pokazujac ze ona tez ma usiasc. I wtedy nagle podnioslam sie i wyskoczylam przez okno biegnac w strone domku Tamary. Odwrocilam sie i zauwazylam ze Lili pobiegla w strone las i znikla w ciemnosci.

Ale ja nie przestalam biec dopoki nie dobieglam do domku Tamary.

                                                 ******************************

Akurat otworzylam oczy gdy do mojego domku wbiegla Anastazja, w pizamie w kolorach morza. Wystraszylam sie ale w tym samym czasie rozesmialo mnie jej wyglad.
"Juz wiem Tami! Wiem!" powiedziala szybko, i zaczela opowiadac o tym jak Lili weszla do jej domku szukajac naszyjnika ktorego mam od dziecinstwa i o tym jak wyskoczyla przez okno zostawiajac swoje dwa kotki Cleo i Patre.
‘’Jak opowiemy o tym Chejronowi to na pewno da nam super wazna misje!’’ powiedziała na koniec.
‘’To super,” powiedziałam,” nareszcie wyjdziemy z  tego obozu! Chyba już dosyć długo trenujemy”
"Po sniadaniu chodzmy do Chejrona i mu opowiemy o tym!"
Ubralysmy sie i umylysmy sie i poszlysmy na sniadanie, lecz ani ja ani Anastazja nie moglysmy jesc z podekscytowania.
Jak tylko sniadanie sie skonczylo pobieglysmy do Chejrona i opowiedzielismy mu wszystko co wiemy i prosilysmy o misje.
"Okej, dosyc. Pojdzcie do Racheal po przepowiednie. Ale pamietajcie bez przepowiedni nigdzie nie idziecie!" powiedzial Chejron," a teraz na zajecia."
Wyszlysmy na zewnatrz gdy Anastazja odwrocila sie do mnie i powiedziala.
"Tami, czytalam ze tylko jedna osoba moze isc do wyroczni na raz i tylko razz odpowie na to samo pytanie. Co zrobimy skoro nas jest dwoje?" spytala sie i odrazu nasze podekscytowanie zniklo.
"Jestes pewna?" powiedzialam z niedowierzeniem
"Tak" powiedziala ze smutna mina.
"Wiesz co? Ty pojdz a ja pojde po pizze na impreze przed misjowa!" odpowiedzialam z usmiechem na twarzy .
"Jestes pewna?" rzekla, a ja pokiwalam glowa, "dzieki wielkie!" krzyknela i przytulila mnie.
"Nie ma za co. A teraz musze isc na lekcje greckiego. Zobaczymy sie pozniej, oki?"
"Oczywiscie, nara!" powedziala idac w strone morza.
                                       ****************************



poniedziałek, 14 listopada 2016

Rozdzial VIII

 Hej !!! Dziś jeszcze jedna część naszego opowiadania :) Mamy nadzieję , że się wam spodoba ! (Tak jak zawsze!) I w komentarzach chcemy zobaczyc czy komus sie podoba czy nie.

                                              ***************************
Podszedł do mnie. Całą siłą woli prubowałam odskoczyć.
Nic ! nie ruszyłam się z miejsca o milimetr.
-Hahahah - śmieszne co a może nie ?- Znów odwrucił się w stronę kominka.
Pstrykając palcami. Nagle odzyskałam swoje ciało poczułam się jak nowo narodzona wszystko wruciło ze zdwojoną siłą. A myśli złączyły się z czynami.
-Ty Idioto !!!- wykrzynełam w jednej chwili podnosząc się z sofy i biegnąc w jego stronę. chłopak odwrucił się nagle. A ja znieruchomiałam upadając na twardą posadzkę. Wszystko co przedchwilą miałam utraciłam znów stałam się tempą marionetką w jego rekach.
- mała jesteś w wersalu ! najpiękniejszym pałacu na ziemi jest on tylko dla nas i dalej ci nie pasuje - powiedział tak jakby zpełniał czyjeś marzenia. Nie z pewnością nie moje ! Pochlił się nademną jego brązowo złote oczy spoglądały na mnie przez kilka chwil. A smukłe palce bawiły się pasmem czarnych włosów.  Dziś poraz drugi miałam zrozumieć co oznacza współpraca. To co do mnie dotarło udezyło mnie ze zdwojoną siłą zbierało mni się na wymioty.
- już zrozumiałaś ? dziś to ja żądzę twoimi snami - pochlił się jeszcze bliżej mnie prawie stykaliśmm się nosami. Pogarda do niego mieszała się z rozpaczą i odrobiną nienawiści. W normalnym świecie mu niewyszło to spróbował tam gdzie jest królem i panem wszytskiego.
- Nienwidzę cię -  wrzeszczałam powoli tracąc zmysły w moim własnym wieźieniu , którym stało się moje ciałem. To było zbyt realne za realne ! krzyczałam nie krzycząc, błagałam nic nie mówiąc.
To było najgorsze co ten idiota mógł zrobić. Uklęknoł delikatnie obracając moją głowę ku sobie chwycił za talię unosząc do pozycji siedzącej. W jego oczach błyszczały się iskierki podniecenia.
Po raz pierwszy zaczełam się go bać tak jak nigdy bo to on rządził mną. Nie mogłam nawet zamknąc oczu. Jedną ręką chwycił mnie zaszyję a drugą za ramiona jeszcze bliżej przyciągając ku sobie. Oparł swoją głowę o moją spoglądając mi w oczy pochlił się i zaczął całować moje usta. Był zachłanny a ja spełniałam każdy jego rozkaz. Utraciłam zdolnność kierowania swoim ciałem ale dalej czułam. Jego ręce zaciskały się coraz moceniej na moich ramionach jakby myślał , że mu uciękne. Odpowiadałam na jego gorące pocałunki. Nagle jego uścisk się rozluźnił a ja poczułam , że znów mogę mówić za dużo słów ciągneło mi się na usta a za mało miałam czasu. Chłopak dalej trzymał mnie w swoim uścisku spoglądając na mnie dumnym wzrokiem. Wiedziałam , że obrażanie go nic nieda.
- Proszę cię przestań i zostaw mnie - jęknełam kiedy zaczoł rozpinać moją bluzę.
Natwarzy zawisł  mu szatański uśmiech. Jedynym jego słabym pukntem było to , że kiedy mnie całował na kilka sekund tracił kontrolę nad tym co robię.
-  dlaczego miałbym cię słuchać skoro ty nigdy niechciałaś słuchać mnie - ostanie słowa wymówił szeptem ledwo je uszłuszałam. Wstał mocno trzymając mnie za ręke podążyałam za nim w myślach wciąż zaprzeczając temu co robię.
I nagle poczulam kogos innego ktos byl w poblizu czulam to. Nie wiedzialam kto to ale to byl napewno jakis nieprzyjaciel.
-nad czym myslisz?- nagle mi sie przypomnialo gdzie jestemi z kim.
-nie twoja sprawa- krzyknelam troche za glosno, lecz on byl szybszy wessal sie do moich mysli i znalazl to co mnie dreczylo.
-Aha juz wiem. Ty jako dziecko Hadesa wyczuwasz zlo no i teraz musze ci puscic ale zobaczymy sie jeszcze...- powiedzial rozsypujac sie w smuge swiatla a ja podryfowalam do rzeczywistosci.

                                                     *************************

wtorek, 18 października 2016

Quiz

Hej!
Dzis cos troche innego od opowiadania. Equinox prosila o qiz wiec prosze. Dzisiaj to ja Anastazja zrobie a nastepnym razem Tamara zrobi.
Ten quiz jest z strony SameQuizy i ma tytul: W jakim domu byś mieszkał w Obozie Herosów?

Oto moj winik:

1.- Jaki jest twoj zywiol?
a) Ogien
b)Ziemia
c)Powietze
d)Woda

2.-Jaki jest twoj ulubiony kolor?
a)czerwoy
b)rozowy
c)granatowy
d)blekitny
e)zielony
f)czarny
g)zolty

3.-Jaka jestes osoba?
a)odwazna
b)madra
c)kreatywna
d)dbajaca o swoj wyglad

4.-Jaki sport lubisz najbardziej?
a)skoki spadochronowe
b)plywanie
c)wyscigi na motorach
d)szymierka
e)lucznictwo
f)bieganie
g)inne

5.-Jakie lubisz zwierze?
a)kon 
b)orzel
c)baran
d)sowa
e)wol
f)strus
g) golebica
h)waz
i)strus

6.-Ktory obrazek ci sie podoba?


Wybralam ten 



7.-Ktore stworzenie lubisz?
a)Cerber
b)Smok
c)Gryf
d)Hippokampus
e)Feniks
f)Pegaz
g)Jednorozec
h)Sfinks
i)Syrena

8.-Którą postać z książek "Percy Jackson" lub "Olimpijskich Herosów" lubisz najbardziej?
a)Jason Grace
b)Percy Jackson
c)Clarrise LaRue
d)Annabeth Chase
e)Frank Zhang
f)Leo Valdez
g)Piper Mclean
h)Luke Castellan
i)Nico di Angelo

                                                  DOMEK POSEJDONA!!!
Kochasz morze oraz wodę. Zawsze z niecierpliwością czekasz na moment, w którym będziesz mógł do niej wskoczyć. Uwielbiasz także morskie stworzeni. Dom Posejdona byłby dla Ciebie idealny!

Niektore z tych pytan bylo mi ciezko odpowiedziec bo mialam wiecej niz jedna odpowiedz n.p. 8. Percy i Nico. Ale wybralam Percy bo to wkoncu moj brat ;)

Anastazja

niedziela, 16 października 2016

Rozdzial VII

Hej !!! Dziś jeszcze jedna część naszego opowiadania :) Mamy nadzieję , że się wam spodoba ! (Tak jak zawsze!) Ta czesc troszke dluzsza od ostatniej.

                                                     ***********************
Położyłam się na łóżko ledwo żywa. Nie obchodzil mnie bajzel jaki byl w moim domku przeciez to byl domek Hadesa a nie Afrodyty wiec bajzel mi nie przeszkadzal dopoki moglam dojsc do lozka i pojsc spac bylam wyczerpana.Okno trzasnęło zbliżała się burza a jej dalekie brzmienie przypominało mi o powrocie do świata rzeczywistego o którym chciałam w tej chwili zapomnieć. Zamknęłam oczy ignorując wszystko i wszystkich. Na chwilę zapomniałam nawet o synu Chione i przeklętym Ericku ktory mi sie ciagle snil. Liczył się tylko mój ciepły koc tak mój nowy ukochany. Wtuliłam się więc w mojego nowego wybranka losu. Prosząc Morfeusza o pomocny sen. Zakręciłam się jak na karuzeli a cały świat zaczoł wirować w jakimś opętanym tańcu. Kiedy to wszystko się skończy wybieram się do egzorcysty przez moje sny. Już któryś raz byłam świadoma tego co robię ale nie to było tylko kilka wielbiących mą duszę sekund znów stałam się służebnicą dziwnej gry mojego snu.

 Byłam w ogromnej sali wyłożonej lazurowymi płytkami. Przy każdej ze ścian w ogromnych rzeźbionych wazach rosły soczyście zielone paprocie. Na sklepieniu sufitu wisiał żyrandol w którym odbijało się światło żegnającego się dnia. Ściany były z ciemnego i gdzieniegdzie złoconego drewna. Otaczała mnie zgraja rzeźb pół nagich aniołków ich wykrzywione w grymasie miny były przerażające amorki zdawały się za chwilę ruszyć za mną w pogoń wyciągając tylko łuki spod swoich jedwabnych sukienek.
 - Dzięki amorze - mruknęłam.
 Ruszyłam biegiem omijając podłużny stół z za kwieconym różami obrusem ślizgając się po podłodze.
 - Gdzie ja do cholery jestem ? - Mijałam obrazy dziwnie ubranych gości. Wszędzie złoto rzeźby nie rzeźby stanowczo za dużo. Wpadłam do salonu po jego ścianach wiła się błękitna tapeta wyłożony był miękkimi dywanami. Wielkie okna otwierały się na ciemny las. Wszędzie było pełno szafeczek w kolorze perły na lwich nóżkach zdawało się , że ledwo znoszą ich ciężar. Sufit pokoju utrzymywało kilka kolumn. Biblioteczka stała w jednym z kątów. Wysoka na pół metra lampka tuż przy ozdobnie wyhaftowanych fotelach. I znów korytarz z obrazami myśliwi, psy, królowie i konie. Ten przeklęty labirynt zaczoł zacieśniać koło.
 Znów pojawiałam się w tych samych salach.
 Jedno przeczucie było pewne ktoś mnie tu szuka. Coraz bardziej wpadałam w panikę mijając te same obrazy. Zwolniłam próbując skupić się na tym który korytarz zdążyłam już zwiedzić. Weszłam do kolejnej sali korytarz spowijał mrok. Wielkie lustro wiszące na przeciwko mnie odbijało nikłe światło księżyca. Przyjrzałam się zdobieniom na ścianach były wyrzeźbione pelargonie pięły się górę okrążając cały sufit. Misternie wykonane wiązanki nieznachych mi kwiatów zakręcały koła wokół kolibrów. A to wszytsko złote w tym pokoju aż kapało złotem. Lało się ono z sufitu na posadzkę. Zwijało się w fałdach antresoli nad łużkiem. Pościel na której wyszyty był złoty sad hesperyd ścięgi powieawjące jak wiatr snuły się po jego brzegach. Miedziana lampa. I ogromny wazon z błękitnymi inskrypcjami stał obok toaletki wykonanej z delikatnej porcealny i wanienki w kształcie muszli. To wszytsko było tak piekne ale i przytłaczające zrobiło mi się duszno od patrzenia na ten pokój.

 Gdyby Midas miał córkę tak by mieszkała. Przepych i duma tego miejsca porażała. Dzięki temu powoli zaczełam kojarzyć fakty jak po ciężkiej amnezji doszukiwałam się w moich myślach skrawków informacji. Czułam obecność kogoś jeszcze ciche szepty ciągnące się po komnacie z francuskim akcentem. Wyszłam z tamtąt upojona złotym bogactwem spojrzałam na kolejny obraz. Jakiś facet na białym koniu z uniesioną ręką do góry. Dosyć niski ta czapka mundur , nie to niemożyliwe. Mój świat wywrucił się właśnie do góry nogami jak kostaka do gry wyznaczająca kolejne sceny mojego snu.
 - Co ja robię w Wersalu ??!! - wykrzyknełam jeszcze raz spoglądając na złote rzeźby nie wydawały mi się już tak piękne. Spodziewałam się pomocy przpowiedni tego co mam dalej robić a dostałam to!!! Zrezygnowana powlokłam się do kolejnej komnaty. Może i komuś marzyło się zwiedzać o północy jeden z najpiękniejszych pałaców Francji ale nie mnie!! Weszłam do kolejnej sali ku mojemu zdziwnieniu nie byłam sama przynajmniej tak mi się wydawało. Zapalone świece w ozdobynych żeliwnych świecznikach okalały okrągły stół jak w jakimś mrocznym tańcu. Perłowo biała komoda stała oparta o ścianę w niewielkim wazonie znajdowały się róże w odcieniu świeżej krwi, kiedy się bliżej przyjżałam ujzałam na nich świeżą rosę. Ten pokój był inny pudrowo różowa tapeta pasowała do pięknych sof z eleganckimi białymi kocami i chawtowanymi poduszkami. Minełam obraz kilki chartów platających się u nóg nie dużego gniadego kuca. Skierowałam się w stronę marmurowego kominka jego boki przypominały spienione falę uderzające o brzeg urwiska. Palił się w nim niewielki ogień na szafeczce nad nim zobaczyłam kolejny bukiet róż. Dopiero wtedy włączył się przypadkowo naciśnięty  w mojej głowie alarm.
 Za dużo tych róż- omiotłam tonący w różu pokój wielkie okna ciągnące się od podłogi do sufitu przez przeszklone szyby ukazywały polane i marmurową fontanę u której szczytu bawiły się hipokamy. Zrobiła kilka niepewnych kroków w stronę stołu. Podłoga zachichotała a jej echo poniosło się w głąb korytarza z , którego przybyłam ale i on zdawał się zmienić w inny. To kolejna rzecz , która wzbudziła mój niepokój ale nie to było najgorsze. Czułam jak powoli tracę kontrolę nad tym co robię ta niewidzialna siła zaczeła mną kierować tym gdzie pójdę i co zrobię to było jak zapadanie w trans w czasie medytacji ale dalej mogłam logicznie myśleć.
- To , że rozdzielono moje ciało i myśli to nie znaczy , że się wygrało - krzyczałam do samej siebie próbując obudzić się z tej fizycznej matni. Szłam  tym transie w kierunku jednej z sof. Odwruciłam oczy w kierunku kominka. Nie !!! To mógł być każdy każdego bym wolała. Ale nie jego tego było zawiele gdybym mogła zemdleć zrobiłabym to od razu ale byłam zmuszona na niego patrzeć.
A gdybym miała prawo głosu które mi zabrano wymówiłabym wszystkie przekleństwa dzisiejszego świata. Z przerażeniem patrzyłam na postać opartą o ścianę na przeciwko mnie. Jego jasno rudę włosy okalały lekko opaloną twarz. Bursztynowe oczy wciąż wpatrywały się we mnie. A długa blizna ciągnąca się w zdłóż policzka szpeciła to dzieło sztuki. Jey jeden z najbardziej znienawidzonych przezemnie synów Morfeusza nie pomyłka teraz jest na pierwszym miejscu. To on jest sparwcą tej głupoty w , którą się wplątałam. Miał na sobie podkoszulek w kolorze nocnego nieba i stare jeansy. Nie miał butów tylko gołe nogi czemu? Nie miałam czasu się nad tym zastanwiać bo moja nocna zjawa raczyła przemówić. Chciałam na niego wrzeszczeć ale trzymał mnie wszachu.  To on mną żądził stał się panem moich snów. Ale kiedy ja się obudzę nie będzie miał tak łatwo z wytłumaczeniem.
-Hej! I jak ci się podoba- chłopak obdażył mnie czarującym usmiechem.
-A no tak nie możesz mówić zabawne, dziś mi dasz się wypowiedzieć- przerwał na chwilę by poprawić kilka rudych kosmyków.

                                                *********************************